RSS
środa, 06 października 2010
Oj ziemniaki, ziemniaczki

Było o kaszach to ich chyba musi być o ziemniakach. Czy wiedzieliście, że jest ponad 2000 ich odmian? Oczywiście nie w Polsce, ale na świecie. Jest to bardzo ciekawe warzywo, które podobno wpłynęło na bieg historii nie jednego kraju, do tego stopnia, że np. Francuzi postawili w Paryżu pomnik temu, który wprowadził je do francuskiej diety w czasach rewolucji francuskiej i tym samym uratował ten naród od wielkiego głodu.

Ziemniaki chyba również ratują dietę Matki karmiącej. Mogą być podstawą wielu dań a przez ich wysoką zawartość witaminy C oraz neutralny smak, możemy ich jeść i jeść i jeść…

Warto jedynie pamiętać o tym, że nie wolno jeść ziemniaków, które zaczynają już puszczać takie małe pędy ani te, które czernieją, gdyż w obu przypadkach to jest prawie trucizna.

Ziemniaki można jeść gotowane, pieczone, smażone, na ciepło, na zimno, w całości, pokrojone w kostkę czy oczywiście puree. To właśnie za tą ostatnią postacią osobiście przepadam najbardziej, dlatego też zaproponuję Wam dzisiaj tak zwaną puree „tricolore”, żeby było coś na zimno, to również trochę inną sałatkę ziemniaczaną a jak pieczone to tylko „rewolucyjne mundurki”.

 

Puree „tricolore”

(2 porcje)

800 g ziemniaków

1 dużą batate

5-6 różyczek brokułów

2 łyżki masła

1/3 szklanki mleka

sól

 

Ziemniaki oraz batatę obrać. Ugotować je, tak samo jak brokuły w dużej ilości osolonej wody, jednak uwaga, każde warzywo w osobnym garnku. Z ziemniaków zrobić puree, dodając do nich masło oraz mleko. Następnie dzielimy je na 3 porcje i 2 z nich mieszamy odpowiednio z batatą i brokułem, robiąc jedną piękną zieloną a drugą pomarańczową puree. Jeżeli ktoś będzie chętny, to do tej ostatniej można dodać odrobinę oliwy z oliwek oraz pieprzu, by dodatkowo podkreślić smak bataty.

Takie puree nadają się w zasadzie od pierwszych dni, należy jednak uważać w brokułem, który w normalnych ilościach może być bezpiecznie konsumowany dopiero po 2-3 miesiącu. A i tak niektóre dzieci wtedy dalej go nie tolerują i miewają po nim wzdęcia.

 

Trochę inna sałatka ziemniaczana

(2 porcje)

5 średniej wielkości ziemniaków obranych, ugotowanych i wystudzonych

2 pomidory

2 jajka ugotowane na twardo

1 cykoria

oliwa z oliwek

trochę soli i pieprzu

 

Ziemniaki, obrane pomidory, jajka oraz cykorię pokroić na średniej wielkości kostkę lub paski. Zmieszać z oliwą z oliwek i doprawić solą i pieprzem.

Sałatkę tą można już jeść pod koniec pierwszego miesiąca.

 

Rewolucyjne mundurki

(2 porcje)

4 duże ziemniaki

4 łyżki białego sera

odrobina kminku

sól, pieprz

oliwa z pestek winogron

olej z pestek dyni

 

Ziemniaki należy starannie umyć i wytrzeć. Następnie nacinamy je w krzyżyk u góry, solimy, owijamy w folię aluminiową i pieczemy przez około 1 godzinę w 200 stopniach. Wyjmujemy, ostrożnie otwieramy folię i rozchylamy trochę miejsce nacięcia, by do każdego ziemniaka dodać łyżkę białego sera zmieszanego z kminkiem, solą i pieprzem. Wsadzamy z powrotem do piekarnika na 10 minut. Przed podaniem polewamy odrobiną oliwy z pestek winogron i 2 kroplami oleju z pestek dyni.

Takie rewolucyjne mundurki można spożywać już pod koniec pierwszego miesiąca.

Smacznego!

poniedziałek, 04 października 2010
Zmiana wyglądu

Drogie Czytelniczki i drodzy Czytelnicy!

Zmieniłam wygląd bloga, by zwiększyć jego czytelność. Pracuję aktualnie nad tym, by tagi były również lepiej czytelne, jednakże nie jest to takie proste i nie doszłam jeszcze do tego jak to zrobić...

Mam nadzieję, że nowa szata graficzna Wam się spodoba.

Życzę Wam miłego czytania i zapraszam do lektury kolejnego wpisu juz we środę!

Miłego dnia :)

Matka karmiąca!

11:25, ninalalala
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 września 2010
Cicho sza idzie kasza!

Polacy od zawsze są dużymi konsumentami kasz. Zanim ziemniaki pojawiły się na naszym kontynencie, były one podstawą pożywienia. Dzisiaj wraz z rozwojem coraz to nowszych stylów kulinarnych, zapomina się o nich coraz częściej zastępując je np. ryżem czy makaronami. A niby dlaczego? Przecież w naszym zasięgu mamy takie wartościowe kasze jak jaglana, jęczmienna, gryczana, manna czy kukurydziana.

W pierwszych dwóch miesiącach karmienia możemy swobodnie zajadać się aż trzema rodzajami z nich, czyli kaszą jaglaną, manną oraz kukurydzianą. Ta pierwsza jest szczególnie zdrowa, bo dobrze reguluje trawienie, zaś te dwie pozostałe są wyjątkowo neutralne dla organizmu. Wszystkie te 3 kasze można jeść tak samo na słodko jak i na słono, w zależności od gustu. Zapewne zastanawiacie się, co z kaszy kukurydzianej można smacznego zjeść… a można zjeść np. polentę włoskiego pochodzenia.

Moje propozycje na te 3 pyszne kasze to: bazyliowa polenta z sosem pomidorowym, słodkie knedle z kaszy mannej i kasza jaglana z warzywami.

 

 

Bazyliowa polenta z sosem pomidorowym.

(2 porcje)

 

150g polenty (można kupić już podgotowaną polentę, co skraca znacznie proces)

½ wrzątku

4 listki posiekanej świeżej bazylii

3 pomidory

1 łodyga selera naciowego

oliwa z oliwek

szczypta cukru, soli i pieprzu

 

Poletę gotujemy z bazylią przez 5 minut. Odstawiamy. Obrane pomidory kroimy w kostkę a seler naciowy w plastry. Gotujemy całość na 2 łyżkach oliwy z oliwek przez 15 minut. Jeżeli chcemy drugiej osobie niekarmiącej sprawić przyjemność, to odkrawamy od wystygniętej polenty 2 kawałki, które podsmażamy na patelni na oliwie z oliwek aż osiągną z obu stron złoty kolor.

Polewamy kawałki polenty sosem. I już!

 

 

Słodkie knedle z kaszy mannej

(2 porcje)

 

500 g półtłustego sera białego,
7 łyżek kaszy manny,
3 łyżki mąki pszennej,
2 jajka,
3 łyżki cukru,
szczypta soli

 

Wszystkie składniki mieszamy ze sobą aż osiągniemy jednolitą masę. Odstawiamy na około godzinę do lodówki.

W osolonym wrzątku gotujemy uformowane kulki (2-3 cm średnicy) przez 10 minut od momentu wrzucenia.

Takie knedle można polać samym masełkiem albo słodką śmietaną ale również można zjeść z coulie malinowym.

 

 

Kasza jaglana z warzywami

(2 porcje)

 

1,5 szklanki kaszy jaglanej

½ szklanki mleka

1 duża marchewka

1 mały kabaczek

1 mała czerwona papryka

1 pietruszka

1 pomidor

4 chochle rosołu/bulionu (zgodnie z recepturą z bloga, czyli bez czosnku, cebuli, kapusty, pora)

szczypta soli i pieprzu

lubczyk

 

Kaszę jaglaną zalewamy osoloną wodą z mlekiem tak, aby płyny osiągnęły o 2 palce wyższy poziom od kaszy. Gotujemy około 20 minut.

Warzywa obieramy i kroimy w kostkę. Wrzucamy do rosołu/bulionu i gotujemy wraz z przyprawami do miękkości. Sos można zmiksować ale osobiście wolę jak nie jest zbyt mamałygowaty. Kaszę polewamy sosem. Można uzupełnić sos postrzępionymi kawałkami kury, na której był gotowany rosół.

środa, 15 września 2010
Banananana

Banany są bardzo dobre, gdy potrzebujemy cukru – „zjadłabym coś słodkiego…”. Bo jak wiadomo w pierwszych miesiącach powinnyśmy uważać na nadmiar białego cukru, dlatego też warto go zastępować np. naturalnie słodkimi bananami.

Banany są chyba jedynym w miarę bezpiecznym owocem pochodzenia egzotycznego. Oczywiście piszę „w miarę”, gdyż jak ze wszystkim w początkowym okresie karmienia należy najpierw sprawdzić czy na pewno Maleństwu odpowiada. To jak próbować wprowadzać nowe elementy żywienia na pewno wiecie ze szkoły rodzenia a jak nie, to zapraszam po szczegóły na początkowe wpisy z bloga.

Banany należą również do tych owoców, które dziecko będzie mogło próbować jako pierwsze pokarmy rozszerzające dietę, bo tartym jabłku czy gotowanej marchewce.

Banany zawierają dużo witamin i dobrych substancji mineralnych w szczególności potasu – regulującego ciśnienie oraz gospodarkę wodną organizmu oraz magnezu wzmacniającego mięsnie. Jeżeli okaże się więc, że banany Wam smakują i służą, to warto jest je wprowadzić w dietę jako podwieczorek, jako składnik deseru czy też pożywnego śniadania.

Banan bardzo lubi towarzystwo produktów mlecznych (mleka, jogurtu naturalnego, itp.), innych owoców takich jak maliny czy też jabłka oraz zbóż jak np. owsianka. Dlatego też dzisiaj zaproponuję Wam pożywne śniadanie: banan w towarzystwie jogurtu naturalnego i otrębów jabłkowych, niezły deser: bananowo-malinowy przekładaniec i szybki podwieczorek: bananowo-owsiany shake.

 

 

Banan w towarzystwie jogurtu i otrębów jabłkowych.

(1 porcja)

 

1 banan

1 jogurt naturalny typu grecki lub bałkański

3 łyżki otrębów

 

Banan kroimy w plastry i mieszamy z pozostałymi składnikami.

 

Bananowo-malinowy przekładaniec

(1 sztuka)

 

Sposób 1:

½ banana

4 maliny

1,5 biszkopta (tych okrągłych dla dzieci)

 

Biszkopty przekrajamy na pół i zostawiamy sobie 2 spody i 1 kapelusz. Banan miażdżymy widelcem. Smarujemy spody bananową masą,  przekładamy malinami i przykrywamy posmarowanym bananową masą od dołu kapeluszem.

 

Sposób 2:

½ banana

2 łyżki dżemu malinowego

1,5 biszkopta (tych okrągłych dla dzieci)

 

Biszkopty przekrajamy na pół i zostawiamy sobie 2 spody i 1 kapelusz. Banan kroimy na plastry. Smarujemy spody dżemem malinowym, przekładamy plastrami banana i przykrywamy posmarowanym dżemem od dołu kapeluszem.

 

Bananowo-owsiany shake

(1 porcja)

 

Standardowa opcja:

2 łyżki owsianki ekspress

1 banan

2 szklanki mleka

 

Owsiankę najpierw zalewamy wrzątkiem tak, aby tylko płatki zakryć wodą i mieszamy 3 minuty aż zmiękną. Następnie miksujemy ją wraz z bananem i mlekiem ówcześnie przegotowanym. Dla tych, którzy bardzo słodko podejdą do sprawy, można dodać 1 łyżeczkę cukru.

 

Opcja bez mleka:

2 łyżki owsianki ekspress

1,5 banana

1 butelka soku dla dzieci o smaku jabłkowo-śliwkowym (albo jabłkowo-gruszkowym lub jabłko-coś tam)

 

Owsiankę najpierw zalewamy wrzątkiem tak, aby tylko płatki zakryć wodą i mieszamy 3 minuty aż zmiękną. Następnie miksujemy ją wraz z bananem i sokiem jabłkowo-śliwkowym. W tej wersji, bardziej niż shake powstaje smoothie.

Smacznego!

środa, 08 września 2010
Dyniobranie

 

I znów sezon na dynię. Jest to bardzo miły sezon, gdyż nam Mamom i naszym Maluchom jest on bardzo przyjazny. Dynia jest niedocenianym warzywem: można ją jeść tak na słono jak i na słodko, na ciepło jak i na zimno, w kostkach, w puree, itp…

Poza tym Dynia jest jadalna w całości – poza skórką rzecz jasna. Pamiętam jak w dzieciństwie moja babcia zrobiła racuchy z kwiatami dyni. Zebrała w ogrodzie bardzo piękne kwiaty wyglądające jak duże dzwony i po usunięciu serc kwiatów zanurzyła je w cieście naleśnikowym… było zaskakująco pyszne. A poza kwiatami, to tak jak wiecie z poprzednich moich przepisów, jest olej z pestek dyni. Intensywny jego aromat niweluje nudność zielonej sałaty i nadaje orzechową nutę w daniach tych osób, które owych orzechów spożywać nie mogą. Z olejem tym należy jednak ostrożnie. Dosłownie kilka kropli, by nie zdominował naszych potraw. Pestki z dyni są również wyśmienite, jednakże na początku Mamy powinny unikać wszelkich pestek i orzechów z racji ich potencjału uczulającego. Dodatkowo dla noworodka byłyby one bardzo ciężkostrawne.

No i oczywiście miąższ. Jest bardzo dobry jako podstawa dania głównego, ale równie dobrze nadaje się na przystawkę czy deser.

Na moim blogu znajdziecie już kilka przepisów „dyniowych” z poprzedniego sezonu (jak np. na zupę czy na cielęcinę z dynią w rękawie), ale dyni nigdy nie za dużo. Dlatego też dziś zaproponuję Wam kurczaka pod pierzynką dyniową, lasagne light - wielkie trio: „dynia, cukinia i bakłażan”, a dla Mam w pierwszym miesiącu karmienia: puree z dyni z szynką i ziemniakami.

 

Kurczak pod pierzynką dyniową

(dla 2 osób)

 

400g dyni

2 piersi kurczaka

pęczek pietruszki

2 łyżki mleka

2 łyżki masła

Odrobina soli i pieprzu

 

Dynię pokrojoną w kostkę podgotować w wodzie przez około 15 minut (do miękkości). Zdjąć z gazu, odcedzić, rozgnieść dodając masła oraz mleka.

Piersi kurczaka obtoczyć w posiekanej pietruszce, soli i pieprzu a następnie ułożyć na kawałku folii aluminiowej – każda pierś na osobnym kawałku. Następnie zakrywamy piersi puree z dyni i zamykamy folię hermetycznie, po czym wkładamy paczki do piekarnika na  około 25-30 minut (200 C).

Uwaga, jak otworzycie paczki, wyleci z nich gorąca para, więc nie oparzcie się.

Tak przyrządzonego kurczaka można podawać z ziemniakami lub ryżem.

 

Puree z dyni z szynką i ziemniakami

(dla 2 osób)

 

Puree:

400g dyni

2 marchewka

1 łyżka masła

3 łyżki mleka

 

Szynka bez konserwantów

8 ziemniaków

 

Dynię oraz marchewki kroimy w kostkę i gotujemy przez 20 minut aż zmiękną. Po odcedzeniu dodajemy masło oraz mleko i robimy z nich puree. Jest to smakowity i pożywny dodatek do plastra szynki bez konserwantów i ziemniaków z wody.

 

Lasagne light wielkie trio

(dla 3-4 osób)

 

2 średnie cukinie

tyle samo dyni (wagowo)

1 bakłażan

1 opakowanie mozzarelli

świeża bazylia

1 kg pomidorów

1 szklanka wody

oliwa z oliwek

trochę pieprzu i soli

szczypta cukru

1 opakowanie ciasta do lasagne

 

Zaczynamy od przygotowania sosu, którym polejemy lasagne. Obrane ze skórki pomidory, kroimy drobno i wrzucamy do rondla z 2 łyżkami oliwy z oliwek, kilkoma liśćmi bazyli, solą i pieprzem oraz szczyptą cukru, bo jak wiecie, sos pomidorowy bez cukru jest kwaśny. Gotujemy aż zacznie robić się mazia, do której następnie dolejemy szklankę wody (będzie ona wsiąknięta przez ciasto).

Cukinie, dynie i bakłażan należy pokroić w cienkie plastry, wrzucić do wrzątku na 5 minut, by zmiękły. Następnie kroimy mozzarellę w drobne kostki. W misce mieszamy warzywa, mozarellę i bazylię (liście pozostawiamy w całości) z 3 łyżkami oliwy z oliwek, pieprzem i solą.

Układamy w odpowiednim naczyniu ciasto na przemian z warzywami i mozzarellą, zaczynając i kończąc ciastem. Całość zalewamy sosem pomidorowym. Jeżeli ktoś jest chętny na wersję trochę mniej light, to proponuję zabielić sos pomidorowy śmietaną, dzięki czemu osiągniemy delikatniejszy smak. A jeżeli ktoś z kolei nie może nabiału, to bez mozzarelli też będzie smaczne, ale polecam wtedy dać więcej warzyw.

Lasagne wsadzamy do rozgrzanego do 200 stopni piekarnika na około 35-40 minut.

Smacznego!

 

 

 

środa, 01 września 2010
Delicjematkikarmiacej wychodzą na świat

 

Okazuje się, że temat: "co może jeść Matka karmiąca Maluszka" jest trudnym tematem, który jeszcze znajduje w Internecie nie wiele odpowiedzi. Nowy portal kobiecy Uroda.com zaproponowało mi podjęcie tego tematu na ich stronie www.uroda.com, żeby pomóc tym z Was, które borykają się z menu w pierwszych miesiącach bycia Matką.

Dużym plusem dla tych z Was, które uważają, że za mało jest przepisów na moim blogu jest taki, że teraz regularnie co tydzień będą nowe przepisy, które będą starały się jeszcze lepiej odpowiedzieć na Wasze rozterki np. "bez mleka", "bez mięsa", "już nie chce ciągle tego samego..." itp.

Na dziś, zapraszam Was do lektury wywiadu, który Wam opowie jaka jest moja historia z karmieniem i dlaczego tak bardzo mi zależy na prowadzeniu bloga!

Wydaje mi się, że to też dobre miejsce, by podziękować portalowi Uroda.com za wsparcie naszej społeczności Matek karmiących i naszych Maluszków!

Miłej lektury i do zobaczenia za tydzień :)

 

1. Uroda.com: Gdy słucham o diecie matek karmiących ogarnia mnie przerażenie. Większość kobiet opowiada o miesiącach jedzenia ryżu i marchewki, a Twój blog temu przeczy.

Delicjematkikarmiacej.blox.pl: Mnie ogarnęło przerażenie pierwszy raz, gdy po urodzeniu Syna dostałam jako pierwszy posiłek w szpitalu 4 kromki chleba, 5g masła i 50g chudego twarogu. Na drugi dzień było jeszcze gorzej, bo dostałam na śniadanie znów 4 kromki chleba, 5g masła i tym razem 100g chudego twarogu zmieszanego z mielonką a do tego przesłodzoną kawę zbożową. Było strasznie. Już wtedy pomyślałam, że coś trzeba z tym zrobić. Żeby w szpitalu nie chodzić głodna, poprosiłam męża o to, by mi przyniósł biszkopty i zaczęłam myśleć, co by tu zjeść jak wrócę do domu.

Oczywiście na wyjściu ze szpitala Pani położna nie omieszkała mnie przerazić przypominając zalecenia ze szkoły rodzenia. 5 zup na krzyż, ziemniaki i ryż… to mnie czekało przez najbliższy czas? Rozmowy z innymi dziewczynami na sali o tym, że nie wolno mięsa poza kurą, że żadnych warzyw strączkowych, zero cytrusów i orzechów, a chleb to tylko pszenny, bo przecież ziarna słonecznika są taki tłuste… To była dla mnie wizja apokalipsy!

Pierwszy wpis na moim blogu mówi właśnie o tych doświadczeniach. W skrócie mogę powiedzieć, że rzeczywiście dużo jest utrudnień ale popatrzmy szeroko na ten horyzont kulinarny i nie przesadzajmy! Najważniejsze to, to by pamiętać, że gdy dziecko się rodzi jego układ pokarmowy jeszcze nie jest dojrzały i dlatego musimy stopniowo wprowadzać kolejne składniki zaczynając od tych najbardziej neutralnych. Jednakże można to zrobić ze smakiem!

2. Gotowanie to sztuka i pasja. Czy przed ciążą już interesowałaś się gotowaniem i to stąd wziął się pomysł na przepisy również w ciąży? Skąd bierzesz pomysły na Twoje dania? Czy testujesz je na sobie i swoim maluszku?

Gotuje od 15 roku życia. Już wtedy robiłam eksperymenty. Dzisiaj jest to mój sposób na stres, spędzanie wolnego czasu ale przede wszystkim dzielenia się z innymi. Zawsze lubiłam zapraszać gości i siedzieć godzinami w kuchni wsadzając w garnki maksymalną dawkę miłości i twórczości. Poza tym interesuje się historią europejskiej kuchni i prowadzę wykopaliska literackie na ten temat.

Pomysł na blog mi przyszedł jak się okazało, że jedynym źródłem wiedzy o tym, co może zjeść sensownego matka karmiąca jest stara książka kucharska, którą dostałam od Babci. Poza tym źródłem były dostępne tylko „widzimisię” kolejnych położnych czy pediatrów a w necie tylko na kilku forach znalazłam wypowiedzi innych matek, które hasłowo mówiły nazwy dań ale nie podawały przepisów.

Jak każda młoda mama przechodziłam ostry kryzys, że siedzę w domu i jestem nieproduktywna, więc zaczęłam ostro gotować a gdy Młody szedł spać spisywałam to co jedliśmy. Były z tego same pozytywne skutki: Młody tylko 2 razy miał drobne kłopoty z brzuszkiem (raz jak zjadłam miskę soczewicy na boczku…no tak, nie było to mądre – i raz jak usmażyłam sobie jajka sadzone), mieliśmy bogaty jadłospis i ja miałam twórcze zajęcie jak i wrażenie, że wychodzę z tym wszystkim „do ludzi”, co zniwelowało moją frustrację. Czułam się więc w 100% spełniona.

3. Dużo kobiet chce podczas karmienia nie tylko zdrowo się odżywiać, ale przy okazji odzyskać figurę po ciąży. Czy Twoje przepisy można traktować również jako dietę?

Moje przepisy mają na pierwszym miejscu być zdrowe dla dziecka a następnie być źródłem pozytywnych doznań dla młodych mam. By odzyskać figurę po ciąży nie trzeba żadnej diety, wystarczy a. nie objadać się tym jedzeniem, które i tak jest ograniczone w tłuszczach i innych substancjach tuczących, b. karmić piersią i c. odkrywać świat z Maluszkiem a nie siedzieć przed telewizorem. Utyłam podczas ciąży 24 kg i dzisiaj (11 miesięcy po) brakuje mi tylko 2 kg, by być przy wadze startowej. Jeżeli młode mamy nie będą robiły z siebie „matki polki świętej kluski”, to z wagą nie będzie problemu… małe dziecko pochłania tyle energii, że stopniowo się spala te zbędne kilogramy. Co ważne!! Podczas karmienia piersią nie wolno się odchudzać, bo może to zaburzyć produkcję mleka.

4. Kobiety mają mętlik w głowie. Raz słyszą, że mogą jeść np. brokuły, innym razem, że przez to czekają ich nie przespane noce i kolka dziecka. Jaka jest Twoja rada?

Tak jak pisałam wcześnie, dziecko nie przychodzi na świat gotowe do jedzenia wszystkiego. Warto jest np. z brokułami poczekać do 1-2 miesiąca w zależności od dziecka. Niektóre dzieci szybciej się przyzwyczajają inne wolniej. Za każdym razem jak chcemy zjeść coś nowego, warto jest zjeść małą porcję i poczekać do dnia następnego, jeżeli nic się nie działo, to można jeść dalej. Nie jadłabym akurat brokuła już w pierwszym miesiącu, za to np. już od 3go będzie on bardzo istotny, bo dziecko potrzebuje dużo żelaza.

Moja rada: to rumianek albo ziarenka kopru włoskiego, to są 2 herbatki, które nie zaszkodzą a bardzo pomogą. 1 filiżankę po śniadaniu i drugą przed kolacją. Dodatkowymi zaletami rumianku są jego właściwości uspokajające jak i oczyszczające skórę.

5. Co z dietami specjalnymi, gdy mama, albo dziecko jest alergikiem? Czy takie przepisy również znajdziemy na  Twoim blogu? Czy czytelniczki mogą się do Ciebie zwracać z problemami dot. Karmienia?

Coraz więcej matek ma problemy w związku ze skazą białkową dziecka albo z tym, że są wegetariankami, co również wymaga specjalnego menu. Kiedyś nawet jedna koleżanka mojej przyjaciółki została do mnie skierowana, bo i nie mogła jeść mleka ze względu na dziecko i też mięsa z kolei ze względu na siebie. Posiedziałam, więc 2 tygodnie nad tym i parę przepisów oraz sposobów się znalazło… Oczywiście zachęcam do tego, by czytelniczki się do mnie zwracały z konkretnymi „wytycznymi” a z mojej strony zobowiązuje się do przekazania maksymalnie dużo przepisów czy też rad bazując na własnym doświadczeniu jak i na tym moich przyjaciółek, które „obrodziły” razem ze mną.

  1. 6. Kwestia tatusia. Czy on również może korzystać z tych przepisów bez marudzenia, że za mało w nich przypraw, smaku, mięsa?

Tatuś może spokojnie korzystać, przecież zawsze można sobie dosolić. Bo w kwestii przypraw, to w sam raz staram się zawsze doprawiać… istnieje wiele ziół, które można stosować, moje ulubione to: lubczyk, bazylia oraz pietruszka. Bo jedzenie przecież musi mieć smak. Młoda matka w początkowej fazie ma bardzo mało „przyjemności” z życia poza samym faktem obcowania ze swoim Maluszkiem, więc jak już coś jeść, to coś dobrego!

Czasem Tatusiowi można to mięsko, które sobie gotujemy np. podsmażyć… na pewno sprawi mu to przyjemność a przynajmniej nie będzie marudził. A najlepsze co można zrobić, to jeżeli Tatuś ma jakieś minimalne przynajmniej zdolności kulinarne, to go zaprosić do wspólnego gotowania, gdy dziecko będzie spało, to zawsze miły sposób na chwilę „intymności”.

  1. 7. Co dalej po ciąży? Czy Twoje przepisy mają na celu zmianę nawyków żywieniowych w ogóle?

O zmianie drastycznej nawyków może bym nie mówiła, ale jest to na pewno bardzo dobra okazja, by odkryć trochę inny sposób odżywiania się… bez takiej ilości pierogów, kapusty zasmażanej czy też Fast food’ów można bardzo dobrze żyć.

8. Nasz maluch odstawia mleko i zaczyna jeść stałe pokarmy. O zgrozo,  przeczytałam ostatnio o 8 miesięcznym dziecku, któremu mama podała zupę grzybową. Planujesz pisać również o żywieniu małych smakoszy? Czy na Twoim blogu znajdą się przepisy dla dzieci?

Owszem planuje. Jak na razie przepisy mam spisane odręcznie. Też tutaj nie jestem ekstremistką,  jednak uważam, że ta grzybowa to lekka przesada. Najważniejsze dla mnie w tej kwestii to dziecku gotować smacznie. Mój Sny je rzecz jasna słoiczki, ale je gotowanie przez nas jedzenie i chyba to drugie sprawia mu więcej radości smakowej, bo widać, że je to z wielkim smakiem. Święta w tej kwestii też nie jestem, bo ostatnio dałam Młodemu kawałek chałki ale przynajmniej sama ją wcześnie upiekłam, by wiedzieć co mu daje.

9. Teraz blog, a potem ? Książka?

Delicjematkikarmiacej.blox.pl to taka szybka odpowiedź na potrzeby młodych Mam. Więc książka tak! Ale wymaga to czasu. W zasadzie, to szukam wydawcy, co by mnie zmobilizowało do jej skończenia. Wydaje mi się, że dużo Mam mogłoby z niej skorzystać, szczególnie te, którym mamy lub teściowe pomagają i które chciałyby zjeść czasem coś innego niż ryż z jabłkami bez cukru.

 

wtorek, 15 czerwca 2010
Ah... o sałatkach zapomniałam...

Kompletnie zapomniałam o jednym bardzo ważnym nurcie w kuchni matki karmiącej, a mianowicie: sałatki! Jest to bardzo wdzięczny temat, gdyż de facto można opanować go stosując się do kilku prostych zasad:

1/ Powinien być 1 budujący (czytać sycący) składnik. Mogą to być np. ziemniaki, sałata (zielona, roszponka…), makaron, ryż, fasola szparagowa, kasza…)

2/ Proporcja pomiędzy tym 1 składnikiem a pozostałymi powinna być 50/50 (by zachować harmonię smaków)

3/ Omijamy tego czego nie lubimy albo nie możemy (czyli nie za ostre, nie za słone, niezbyt egzotyczne i bez mleka i/lub mięsa dla coponiektórych)

 

Mam dla Was kilka propozycji, do których z premedytacją nie podam dokładnych ilości, zaznaczę tylko, który składnik jest tym „budującym” sałatkę a co do proporcji tych „dodatków” pomiędzy sobą, to już wg gustu:

 

  1. Tarta Marchewka, seler naciowy (same łodygi pokrojone w cienkie plasterki), rodzynki, orzechy włoskie, oliwa z oliwek, miód, szczypta soli i pieprzu.
  2. Pokruszone kawałki grillowanego lub ugotowanego na parze (jak kto może) łososia (trzeba pamiętać, by wtedy już był zimny), makaron (np. wstążki), całe świeże liście bazylii, pomidory koktajlowe, serca karczochów (można samemu ugotować albo kupić w słoiku), oliwa z oliwek, szczypta soli i pieprzu.
  3. Zielona fasolka szparagowa (tutaj też można ugotować samemu ale można teraz znaleźć bardzo smaczną w słoiku), pokruszona wędzona makrela, jajko na twardo, trochę oliwy z pestek winogron, ewentualualnie trochę ryżu dla tych bardziej głodnych no i oczywiście szczypta soli i pieprzu.
  4. Tofu zamoczone w oleju z pestek dyni, sezam, cykoria, jabłko.
  5. Ziemniaki jeszcze letnie, pokrojone w kostkę, cykorię, jabłko, śledź w oleju pokrojony w kostkę, odrobina oliwy z pestek winogron, szczypta soli i pieprzu.
  6. Roszponka, pomidor w kostkę, jajko na twardo, kukurydza (najlepiej jest ją króciutko wrzucić na patelnie, by nie była za słodka), oliwa z oliwek, szczypta pieprzu i soli.
  7. Kasza kuskus, papryka czerwona pokrojona w kostkę, odrobina groszku zielonego, kukurydza, pomidor w kostkę, liście selera naciowego, liście bazylii, oliwa z pestek winogron, sól, pieprz, a jeżeli możecie jeść mięso to jeszcze trochę wędzonego kurczaka.

 

Do sałatek czasami proponuję oliwę z oliwek a czasem oliwę z pestek winogron a to przez to, że ta pierwsza służy jako uzupełnienie smaku w tych sałatkach, które idą bardziej w stronę śródziemnomorskich klimatów, zaś oliwa z pestek winogron jest wyjątkowo bez zapachowa ale konsystencję ma dużo lepszą niż olej i oczywiście więcej tych zdrowych tłuszczy. idealna jest do takich tych innych. Więc polecam!

Powyższe przepisy to tylko przykłady… na pewno macie mnóstwo własnych pomysłów na ten temat, więc mocno zachęcam do sałatkowania. Uwaga! Tylko na fakt, iż nowalijki jeszcze są nie za bardzo wskazane (tak samo dla matek karmiących jak i przy karmieniu niemowląt).

Smacznego!

sobota, 10 kwietnia 2010
Wracam, by skończyć to, co wczoraj zaczęłam...czyli bez mleka i bez mięsa cd.

3/ Risotto z cukinią, oliwą z pestek winogron i orzeszkami Pini. Znów, jest to bardzo proste danie. Potrzebujemy do niego:

- 4 szklanki ryżu Arborio,

- 4 szklanki wywaru (z samych warzyw dla wegetarian),

- 1 dużą lub 2 małe cukinie,

- oliwę z pestek winogron,

- lubczyk,

- bazylię,

- sól, pieprz

- pół garści orzeszków pini...no chyba, że bardzo je lubicie, tak jak ja, to wtedy można ich dać więcej.

Zaczynamy od tego, by zeszklić ryż na oliwie z pestek winogron, następnie zalewamy wywarem i uzupełniamy wrzątkiem (w sumie ¾ litra wody). Pokrojone w bardzo cienkie talarki cukinię, dodajemy do ryżu w połowie gotowania (po około 10 minutach). Dodajemy przyprawy, czyli sól, pieprz, itp... podczas, gdy ryż i cukinia wsiąkają wodę z wywarem, podsmażamy na patelni orzeszki pini. Bez tłuszczu, bardzo krótko, często mieszając. Warto jest mieć przygotowaną miseczkę, by je zrzucić z patelni, gdy tylko zaczną się bardziej rumienić, bo jeżeli zostawicie je na patelni, to potencjalnie mogą się przypalić, bo nawet bez gazu, dalej będzie je smażyć. A gdy nie ma tłuszczu na patelni, to rach ciach i się spalą.

Po około 20-25 minutach, ryż z cukinią są gotowe. Przed podaniem na talerz warto, do całości dodać łyżkę oleju z pestek winogron, jeżeli możecie spożywać masło, to łyżkę masła. Posypujemy orzeszkami pini, ewentualnie świeżą pietruszką czy bazylią i już!

 

Dla gości: na pewno warto oczywiście posypać risotto parmezanem a jeżeli chcemy ich dopieścić, to przed podaniem, wyjmujemy swoją porcję z garnka a tą pozostałą część „dla gości” zalewamy połową kieliszka białego półwytrawnego wina, chwilę, gotujemy aż wino wsiąknie w ryż. Kwestia alkoholu w potrawach dla matek karmiących jest dyskutowalna. Ja przystaje przy tym, że alkohol paruje, przy wysokich temperaturach i pozostaje tylko smak...no ale zanim przekonałam do tego swoją Matkę, to też trochę zajęło...

 

Oliwa z pestek winogron, w przeciwieństwie do bardzo aromatycznej oliwy z pestek z dyni, jest prawie bez smakowa. Zalecana jest przy gotowaniu dla Maluszków, co też stosuje i Dziecko jest z tego zadowolone, bo nie zmienia smaku potraw. Oliwa z oliwek jest dla kilku miesięcznego dziecka jeszcze zbyt intensywna w smaku już nie wspominając o orzechowej itp. A pamiętajmy, że oliwa, to zdrowy tłuszcz, potrzebny i nam i Maluszkom...

 

 

 

4/ Pasztet z cieciorki i czerwonej soczewicy z sałatą z roszponki, pomidorów i oliwy z oliwek

 

Bardzo sycący pasztet, wymaga zdecydowanie towarzystwa świeżych warzyw. Poza sałatą, można stosować bardzo lekkie pasty, jak np. z pomidorów, czy dla tych, którzy mogą, dżem z cebuli...

 

Jak się to robi?

Dzień wcześnie trzeba namoczyć 500g cieciorki i następnego dnia ją ugotować do miękkości (albo można też kupić cieciorkę w puszce, to wtedy nie trzeba jej moczyć)

Gotujemy też 250g czerwonej soczewicy

Do tego potrzebujemy jeszcze:

- drobno pokrojony cały pęczek natki pietruszki

- dla Mam z Dziećmi o wyrobionym systemie trawiennym: 1 cebulę drobno pokrojoną

- 3 jajka

- 1 łyżka oliwy z oliwek

- 1 łyżeczka majeranku

- sól i pieprz

 

Całość miksujemy, wkładamy do natłuszczonej formy (blacha lub żaroodporne) i wstawiamy na godzinę i 15 minut do piekarnika na 180 C.

 

Podczas, gdy pasztet się studzi, robimy sałatkę z roszponki, pokrojonych w kostkę pomidorów, oliwy z oliwek, soli i pieprzu. Sałatkę tą podajemy z plastrami pasztetu. Można ewentualnie do tego chleb, ale tylko wieloziarnisty mokry.

 

Smacznego!

 

 

I ostatni przepis na dziś, czyli:

5/ Kasza jaglana gotowana na mleku sojowym o aromacie wanilii, z owocami i miodem

 

Kasza jaglana jest, jak większość kasz, bardzo zdrowa. Przy okazji „kojenia” żołądka, jest również kojąca zmysły przez swoją delikatność. Można ją gotować po prostu na wodzie, jednak bardziej smakowita będzie, jeżeli ugotujemy ją na mleku, tutaj, mleku sojowym.

 

Szklankę do dwóch kaszy zalewamy mlekiem sojowym tak, aby mleka było o 1/3 więcej niż kaszy. Do mleka dodajemy cukier waniliowy i gotujemy całość, w taki sposób, że najpierw doprowadzamy ją do wrzenia na parę minut i następnie przykrywamy i odstawiamy z gazu. Ta kasza jest gotowa, gdy całość płynu – tutaj mleka - jest wsiąknięta. Kaszę od razu wykładamy na talerze i polewamy owocami, jak np:

- coulie z malin i czarnych jagód. Wystarczy te owoce zasypać na chwilę cukrem, po czym widelcem lekko rozmamłać.

- pokrojonym w plasterki bananem, suszonymi morelami pokrojonymi w kostkę i rodzynkami

 

W wersji zapiekanej, idealnie łączą się banany z jabłkami. Mieszamy je z wcześnie ugotowaną kaszą, dolewamy posłodzonego mleka sojowego, posypujemy całość cukrem, najlepiej brązowym i wsadzamy do piekarnika na 15-20 minut.

 

Czy to do wersji zapiekanej czy też nie, dodajemy już na talerzu, łyżkę lekko osłodzonego mleka sojowego na każdą porcję, jak i łyżkę miodu.

 

Dla gości i Mam, które sprawdziły swoje i Dziecka możliwości: bardzo dobra jest całość z migdałami albo orzechami. Nie ukrywam, że z dwiema łyżkami jogurtu naturalnego zamiast łyżki mleka sojowego, smakuje to jeszcze lepiej.

 

 

Smacznego!

 

Postaram się w najbliższym czasie jeszcze napisać trochę przepisów bez mleka i bez mięsa...szczególnie się przydadzą teraz, gdy zaczynają się pojawiać „prawdziwe” warzywa i owoce...

piątek, 09 kwietnia 2010
Trudny temat, czyli bez mleka i bez mięsa!

 

Dzisiaj popiszę „na zamówienie”, gdyż zgłoszono mi zapotrzebowanie na przepisy dla Matek karmiących, bez mleka i bez mięsa. Trudna sprawa. Jak już pewnie zauważyłyście, większość moich przepisów zawiera albo jedno, albo drugie lub jeszcze, o zgrozo! obydwa składniki. Ale oczywiście można czasem ugotować coś bez krowiego nabiału i bez mięsa, coś co nie będzie zupą, będzie zdrowe i łatwo strawne dla Dziecka no i na dodatek smaczne dla Matki!

 

Pierwsza rzecz, w kwestii krowiego nabiału: warto przetestować, czy brak tolerancji też jest na kozie mleko, tzn. kozi ser. Oczywiście sery kozie przeważnie mają intensywny smak i są drogie, ale można znaleźć też i takie delikatne (nie pleśniowe!), które będą mogły np. zabielić delikatnie sos albo być zapiekane razem z brokułami...ale uwaga! Kozie sery są często mieszane z krowim mlekiem, więc warto dobrze zapoznać się ze składem.

 

No ale wracając do przepisów. Chciałam dzisiaj kilka rzeczy Wam zaproponować:

1/ Naleśniki na wodzie lub na piwie (alkohol wyparuje podczas smażenia, bez obaw...) z duszonymi warzywami

2/ Ratatouille i polenta pieczone w piekarniku

3/ Risotto z cukinią, oliwą z pestek winogron i orzeszkami Pini

4/ Pasztet z cieciorki i czerwonej soczewicy z sałatą z roszponki, pomidorów i oliwy z oliwek

5/ Kasza jaglana gotowana na mleku sojowym o aromacie wanilii, z owocami i miodem

 

 

1/ Warto jest zacząć od sosu, żeby naleśniki jeść ciepłe. Przynajmniej ja takie wole...

Sos robimy z:

150 g dyni – pokrojonej w kostkę

1 małej puszki kukurydzy

1 marchewki – pokrojonej w cienkie paseczki

1 cukini - pokrojonej w cienkie paseczki

świeżej zielonej pietruszki

lubczyku

pieprzu i soli

łyżka oliwy

½ szklanki wody

łyżeczka miodu

 

Całość dusimy do miękkości i aż osiągniemy konsystencję papki. Jeżeli ktoś chce zrobić wersję „dla gości”, to można dodać jeszcze ząbek czosnku, słodką paprykę.

 

Naleśniki (około 15 sztuk)

250 g mąki

3 jajka

duże piwo (zwykłe piwo, absolutnie nie polecam ciemnego, próbowałam, wyszły gorzkie i nie dobre) albo 0,5L wody gazowanej (będą bardziej puszyste)

40g stopionego masła

Szczypta soli, szczypta cukru

 

Mieszamy makę, trochę piwa, cukier i sól aż otrzymamy gładką masę. Dolewamy roztopione masło. Mieszamy i dolewamy resztę piwa. Znowu mieszamy. Warto odstawić ciasto na godzinę. Przed smażeniem naleśników należy jeszcze raz zamieszać ciasto. Smażymy naleśniki pamiętając o tym, że to co najbardziej szkodzi dziecku w smażonych potrawach, to zbyt przysmażone/przypalone jedzenie. Dlatego, naleśniki powinny być złote i nic więcej. Do robienia naleśników, warto zatrudnić Tatusia, bo to jednak czasochłonne.

Naleśniki faszerujemy „papką” i posypujemy świeżą pietruszką. Jeżeli ktoś ma olej z pestek dyni, to warto jest dodać parę kropelek. A dla fanow tofu, myślę, że parę kostek w nadzieniu, byłyby niezłe.

 

2/ Ratatouille z Polentą pieczone w piekarniku, to danie, które niemalże samo się robi. Kroimy w cienkie plastry: 2 cukinie, 4 pomidory (obrane ze skórek), 2 bakłażany, 2 papryki (czerwone najlepiej), dla odważnych jeszcze 1 cebulę (uwaga dzieci przeważnie też pieką oczy jak się kroi cebulę!). Układamy w garnku żaroodpornym pokrojone warzywa (przemieszane), solimy, pieprzymy, posypujemy bazylią i lubczykiem, zalewamy 1/3 szklanki oliwy z oliwek i zamykamy hermetycznie folią aluminiową. Wsadzamy do nagrzanego piekarnika do 220 C na godzinę. Około 10-15 minut przed wyjęciem z piekarnika, zdejmujemy folię, by warzywa delikatnie się przypiekły z góry.

Przez ten czas, gdy piecze się ratatouille, przygotowujemy polentę (z kaszy kukurydzianej), którą wylewamy do niskiego garnka (np. do patelni), gdy wystygnie, kroimy na paski i wsadzamy do piekarnika z odrobiną masła na górze. I delikatnie zapiekamy.

Gotowe!

 

Pozostałe 3 przepisy napiszę jutro...teraz Dziecko woła jeść...

wtorek, 16 lutego 2010
3 przepisy w rękawie!

Jak już trochę się pomęczyliśmy tym namiętnie dietetycznym jedzeniem, gdzieś po miesiącu można przejść do poważniejszych dań. Nadal nie jemy smażonego, ale już duszone lub pieczone możemy wprowadzać. Podam Wam dziś, więc 3 przepisy na potrawy przygotowywane w rękawie.

Rękaw to taka sprytna rzecz, która umożliwia przygotowanie potrawy w piekarniku bez tłuszczu. Na początku podchodziłam do tego dość sceptycznie, gdyż wydawało mi się, że wsadzam kawałek plastiku do piekarnika a z tego raczej nic dobrego nie może wyniknąć. Jednak po pierwszej próbie przekonałam się w 100%. Istotne jest, by:

1/ nie przekraczać temperatury 220 C

2/ by folia nie dotykała boków piekarnika

3/ by zawsze coś wlać do rękawa (czy to wywar, czy to wodę albo np. jakiś soczysty owoc)

Dodatkową zaletą tego rozwiązania jest to, że wrzuca się wszystko do rękawa, wsadza do piekarnika i człowiek ma czas zajmować się dzieckiem, bo jedzenie samo się robi.

 

A co do przepisów, to będzie to „Schab z jabłkami i majerankiem”, „Polędwiczki z dynią i marchewką” oraz „W miarę chude żeberka z dżemem morelowym zapiekane w rękawie”. Każdą z tych potraw polecam podawać z puree ziemniaczaną.

W każdym z 3 przypadków, sposób przyrządzania wygląda identycznie, czyli wkładamy wszystko do rękawa (na opakowaniu znajdziecie rysunku z dokładną instrukcją obsługi samej folii)i pieczemy przez 30-50 minut (w zależności od typu mięsa) i jakieś 5 minut przed wyjęciem z piekarnika rozcinamy folię od góry, by całość się przyrumieniła.

 

Co do składników, to tak:

Schab z jabłkami i majerankiem:

Kawałek schabu bez kości nacieramy majerankiem, solą i pieprzem. Jabłuszka – dwie sztuki – obieramy i kroimy w ćwiartki. Całość zapiekamy w rękawie, wlewając do niego tylko 2 łyżki osolonej wody (woda jest osolona po to, by jabłka oddały sok podczas pieczenia). Jabłka można również posypać majerankiem. Przed podaniem, można dodać łyżeczkę masła do jabłek, zawsze będzie smaczniejsze...

 

Polędwiczki z dynią i marchewką:

Kawałek polędwiczki cielęcej lub wieprzowej, do tego 200g dyni i jedna marchewka pokrojone w kostkę. Całość posypujemy świeżą pietruszką, solą i pieprzem. Zamykamy w rękawie wraz z 4 łyżkami wywaru (ewentualnie wody ale będzie to mniej smaczne).

 

W miarę chude żeberka z dżemem morelowym:

W miarę chude żeberka (cielęce najlepiej) nacieramy rozbełtanym w szklance dżemem z moreli z solą, pieprzem. Musi to być słodki dżem, ewentualnie można do niego dodać łyżkę miodu. Wraz z tymi żeberkami można podać marchewkę gotowaną albo brokuły.

 

Każdy z tych przepisów nadaje się również do jedzenia przez „niekarmiącą” część rodziny. Dla nich warto jest może troszkę dłużej potrzymać mięsko w rozciętej folii, by ich część była mocniej przypieczona, wyda im się to wtedy mniej dietetyczne.

 

Polędwiczki z cukinią i marchewką w rękawie

 

Smacznego!

wtorek, 09 lutego 2010
Babka Piaskowa

Bo jest zimno, to pewnie tak jak ja, macie ochotę na coś słodkiego… ogólnie jest przyjęte, że nadmiar słodyczy nie jest dobry ani dla Mamy, która chce wrócić do wagi startowej ani dla karmionego Dziecka. Dlatego też najważniejsze przy tym, jak i każdym innym słodkim przepisie, pamiętajcie o tym, by spożywać z umiarem.

 

A to coś słodkiego, to będzie Babka Piaskowa.

 

Ponieważ odradza się na początku czekolady, kremów i innych ciężkich pyszności…

Babeczka, którą Wam proponuję jest lekko mokra, słodka i strasznie wciągająca… i co najważniejsze, nie może się nie udać. Nie polecam dodawanie kakao z dwóch powodów: bo po pierwsze może zaburzyć trawienie Maluszka jeżeli zjemy zbyt duże ilości babeczki a po drugie, kakao chyba wsiąka całą wilgoć babeczki, bo babeczki z kakao są zawsze bardziej suche.

A jak się to robi?

 

4 jajka

1 szklanka cukru

cukier waniliowy

1 i 3/4 szklanki mąki tortowej

2 łyżeczki proszku do pieczenia

1 margaryna rozpuszczona

2 łyżki soku z cytryny


Jajka utrzeć z cukrem i cukrem waniliowym. Następnie dodajemy kolejno: mąkę zmieszaną z proszkiem do pieczenia, rozpuszczoną i ostudzoną margarynę oraz sok z cytryny.

Keksownicę smarujemy margaryną lub masłem i prószymy bułką tartą. Wlewamy ciasto i wsadzamy do piekarnika na około 50 minut (w zależności od piekarnika, to będzie +/- 10min), temperatura 180 C.

Jak wystygnie, a najlepiej dopiero na drugi dzień…degustujemy…

 

PS. Polecam przechowywać babeczkę zawiniętą w folii aluminiowej, by nie wysychała.

Dzisiaj Potrawka z Cielęciny.

Po dłuższej przerwie powracam, by wywiązać się z obietnicy, tzn. by napisać jeszcze przepisów parę. Ponieważ Mój Młody osiągnął już taki wiek, że sam zaczął spożywać jedzenie, to też pewnie w najbliższym czasie zacznę pisać o karmieniu maleństwa pysznymi papkami „self-made” a nie ze słoika.

Ale wróćmy jeszcze do menu matki karmiącej piersią…

 

Dzisiaj Potrawka z Cielęciny.

Potrawkę tą można również przygotować z kurczaka, ja jednak nie przepadam za drobiem, dlatego też przygotowuję ją z cielęciny. Jest to przepis bardzo podobny do potrawki dla „niekarmiących”, jednakże warto jest zastosować tę zmodyfikowaną wersję, bardziej dietetyczną i mniej przyprawioną.

Jak to wygląda w praktyce:

 

(dla 2 osób)

400g cielęciny

2-3 marchewki

1-2 pietruszki

śmietana 30%

suszona pietruszka (1-2 łyżki)

sól, pieprz

łyżka masła

 

Cielęcinkę kroimy w kostkę lub paseczki. Marchew i pietruszkę w plastry. Wrzucamy do garnka, zalewamy wodą. Wody powinno być 3 razy więcej niż składników twardych. Solimy i dodajemy suszoną pietruszkę i nastawiamy. Gotujemy aż składniki będą miękkie. Może się okazać, że będzie trzeba dolać wody w trakcie gotowania (cielęcina długo się gotuje), więc uważajcie na to, by nie spalił się garnek (mi niestety się to raz przytrafiło)! Jak już składniki będą odpowiednio miękkie (powinno być również jeszcze trochę wody z gotowania), zabielamy 2-3 łyżkami śmietany. Chwilę gotujemy ciągle mieszając. Zaraz przed podaniem dodajemy łyżkę masła, podkreśla to znacząco smak potrawy i moim zdaniem, bez tego, to nie potrawka! Podajemy z ziemniaczkami…

Smacznego!

wtorek, 08 grudnia 2009
Makaron z cukinią – proste jak bułka z masłem!

Bardzo lubię to danie, bo przygotowanie sosu zajmuje tyle czasu, co ugotowanie makaronu. Więc nawet, jeżeli Maleństwo ma zły dzień i wymaga, by poświęcić mu dużo czasu, to i tak znajdzie się 15 minut na przygotowanie i 5 na zjedzenie tej potrawy, która dodatkowo ucieszy każde kubki smakowe, nawet te bardziej wymagające. A ucieszy, bo jest bardzo esencjonalna w swojej cukiniowości…

Przechodząc do konkretów:

(na 1 porcję)

1 cukinia/kabaczek, oczywiście nie wielkości kija baseballowego, jak można czasem zobaczyć na targu, ale normalnej, przeciętnej wielkości

1 szklanka wody

1 plaster sera żółtego, może to być np holenderska gouda, byle nie polska, bo jest taka se…

sól, pieprz

łyżka oliwy z oliwek

odrobina pietruszki

trochę sera do posypania, dla niekarmiących polecam oczywiście parmezan

makaron z pszenicy durum

Zaczynamy od nastawienia makaronu a następnie przychodzimy do tego, by pokroić cukinię na 4, wzdłuż. Następnie cienkie plastry. Ja nie obieram cukini, wtedy danie jest smaczniejsze i bardziej kolorowe. Wrzucamy do garnka, nie dużego, żeby mogła się dobrze dusić (do tego sosu stosuje najmniejszy garnek, jaki posiadam w kuchni). Dodajemy oliwę z oliwek i przyprawy. Zalewamy wodą, która powinna sięgać do połowy naszej cukini. Przykrywamy pokrywką i gotujemy na dużym ogniu. Po 7-10 minutach cukinia powinna już być miękka i powinno pozostać jeszcze trochę wody. Widelcem lub łyżką ugniatamy trochę cukinię tak, aby zagęścić sos pozostawiając jednak część kawałków w całości. Dodajemy ser żółty, by się rozpuścił. Mieszamy. Możemy nakładać.

Odcedzamy makaron, do tego bardzo dobrze pasują świderki albo muszelki. Gdy już zalejemy makaron sosem, można dodać trochę świeżo zmielonego pieprzu i posypać odrobiną tartego sera (też nie dużo, żeby nie zrobić z tego strasznej mamałygi).

Dla tych, którzy są 100% mięsożercami, można posypać jeszcze sos podsmażonym boczkiem wędzonym pokrojonym w cienkie paseczki albo poszatkowaną szynką Parmeńską. Jednakże te mięsne rozwiązania nie są wskazane kobietom, które karmią Maleństwa, no ale Tatusiowi zawsze można sprawić mniej dietetyczną wersję…

Smacznego!


cukinia

środa, 02 grudnia 2009

Carpaccio z buraków i gruszki

 

Brzmi może podejrzanie na pierwszy rzut oka, ale zdecydowanie warto odkryć smak tego dania! Wpadłam na ten pomysł, gdyż w sytuacji poza ciążowo-karmiącą jestem absolutną fanką carpaccio, czy to z ryby czy też wołowego. Jednak mój poprzedni i aktualny stan wymagają tego, by się powstrzymać od takich delikatesów, dlatego też dałam sobie za zadnia coś wymyślić w tej sprawie. I wymyśliłam połączenie buraków z gruszką i powiem Wam, że jest to całkiem nie złe.

 

A robi się to tak:

 

(na 1 porcję)

1-2 buraczki

1 gruszka (gruszka powinna być w miarę twarda)

kminek

łyżkę oliwy

sól

pieprz

(w wersji dla nie karmiących ocet lub ocet winny, co kto woli)

kromka razowego chleba

kozi ser twarogowy typu Chavroux

 

Zaczynamy od tego, by buraczki umyte lecz niedobrane zapakować szczelnie w folię aluminiową wraz z odrobiną kminku. Pieczemy je przez około godzinę w piekarniku rozgrzanym na 180 stopni. Jak zupełnie ostygną, obieramy i kroimy je na bardzo cienki plasterki (około 3mm). Na takie same plastry kroimy gruszkę. Gruszkę, którą wcześnie pozbawiliśmy ogonka i serca z pestkami, za to skórkę polecam zostawić. Układamy dookoła talerza na przemian plaster gruszki i plaster buraka tak, aby w połowie nachodziły na siebie. Resztki kminku na burakach należy zostawić. W miseczce mieszamy oliwę, sól i pieprz i polewamy carpaccio. Jeżeli przygotowujemy wersję dla nie karmiących, to zakrapiamy jeszcze całość octem. Kromkę razowego chleba wsadzamy do tostera i gdy już chleb będzie chrupiący, smarujemy go kozim serem.

Smacznego!

gruszka

wtorek, 01 grudnia 2009
Dzisiaj pulpety gotowane w sosie pomidorowym (do makaronu, kopytek lub puree ziemniaczanej)!

Jakoś na początku nie byłam przekonana do tego pomysłu, bo mięso mielone gotowane?? Hm… ale później wpadłam na pomysł, żeby ugotować to mięso w sosie pomidorowym tak, aby przeszło smakiem i zapachem. No i chyba wyszło nieźle, bo nie tylko ja to jem, ale Ojciec też z dużą chęcią się przyłącza… w tym przepisie korzystam z mielonego cielęcego, wychodzi niezbyt tanio, ale za to smacznie. Bardzo ważne jest, by nie zapomnieć posłodzić sos pomidorowy, bo inaczej jest kwaśne a mięso tego nie lubi. I też bardzo ważne jest, by użyć do tego sosu świeżych pomidorów a nie z puszki, smak jest diametralnie inny. Z resztą do wszystkich potraw, które przygotowuje korzystam z świeżych pomidorów obranych ze skórki a nie z pomidorów z puszki, bo danie ma wtedy inną głębie smaku.

A przepis na pulpety gotowane w sosie pomidorowym brzmi tak:

 

(na 2 porcje)

300g mięsa mielonego

2-3 całe jajka

garść bułki tartej (tu na oko trzeba dosypywać, bo np. jeżeli jajka są duże, to masa może nie być wystarczająco zwięzła, by uformować później pulpety)

łyżka oliwy

majeranek

pietruszka

sól

pieprz

4 pomidory

szklanka wody (+/- w zależności od tego ile pomidory oddadzą wody)

łyżka cukru

łyżka śmietany

łyżka oliwy z oliwek

 

Zaczynamy od sosu. Zalewamy pomidory wrzątkiem, by następnie obrać je ze skóry, gdy popęka. Kroimy je w kostkę. Wrzucamy do garnka. Dodajemy oliwę, pietruszkę, sól, pieprz, wodę, cukier i gotujemy.

Przechodzimy do robienia pulpetów. W misce mieszamy mięso, jajka, bułkę tartą, majeranek, oliwę, sól i pieprz. Masa jest odpowiedniej konsystencji, jeżeli łatwo nam formować kulki. Jeżeli jest z tym problem to albo trzeba dodać bułki tartej, by zagęścić albo odrobinę oliwy, by rozrzedzić. Uformowane kulki wrzucamy do bulgoczącego sosu. Pozostawiamy, by się całość gotowała około 15minut. Przed podaniem, zdejmujemy garnek z gazu, dodajemy łyżkę śmietany i możemy nakładać na talerze…

Tak jak wspominałam w tytule, można podawać te wyśmienite pulpety z makaronem albo kopytkami albo puree ziemniaczaną. To ostatnie rozwiązanie jest moim ulubionym.

Smacznego!

 

pulpet

poniedziałek, 30 listopada 2009
Dieta matki karmiącej – dyskusja Ekstremiści kontra Zdrowyrozsądek i propozycje dań.

Tyle ile osób, tyle też opinii na temat prawidłowej diety matki karmiącej. Dyskusja na ten temat bywa czasem bardzo żywa i nawet może zakrawać o kłótnię, bo rodzice mają bardzo odmienne podejścia. Z wszystkich przeprowadzonych rozmów, czy to z młodymi mamami, czy z mamami, które już są babciami albo też z pediatrą, wynika kilka pewnych rzeczy, do których każda matka się stosuje/stosowała niezależnie od podejścia do tematu. Na pewno, dopóki dziecko nie skończyło 3 miesięcy albo nawet przez cały okres karmienia nie jemy:

Bigosu (kapusty smażonej), cebuli (przede wszystkim smażonej), czosnku, ostrych przypraw, chipsów, Fast foodów, surowego mięsa i sushi.

Poza w/w rzeczami, pozostałe składniki naszego jedzenia podlegają dyskusji. Moja Mama np. pamięta, że od samego początku jadła tak jak podczas ciąży unikając tylko te rzeczy (poza w/w), które powodowały wzdęcia (kapusta, groszek i strączkowe) jak i rozwolnienie (śliwki itp.). Z kolei Pediatra przypomina, że od tamtych czasów wiele się zmieniło i np. wiele owoców czy też warzyw jest traktowana różnymi chemikaliami, które są najczęściej powodem uczuleń. Również wtedy, gdy ja się dopiero rodziłam, raczej nie spożywało się na potęgę jedzenia z importu, czyli egzotycznych owoców czy też przypraw, dlatego też o tym nawet nie rozmawiano.

Moja opinia jest, więc taka: gdy dziecko przychodzi na świat, jego system trawienny jest jeszcze nie w pełni przygotowany do przyjmowania różnych składników zawartych w pokarmie, dowodem na to jest chociażby dźwięk, który możemy usłyszeć, gdy Dziecko je. Słyszymy jak de facto przelatuje jedzenie przez jego żołądek. Im starsze dziecko, tym dłużej trawi  (też dlatego coraz rzadziej je) i też tym bardziej jest przygotowane do tego, by spożywać bardziej „wymagające” potrawy za pośrednictwem mleka matki. W związku z powyższym, po zebraniu różnych opinii powinno się przez okres pierwszego miesiąca stosować dietę bardziej restrykcyjną a po miesiącu zacząć wprowadzać codziennie (bądź co 2 dni) kolejne nowe elementy do naszego menu. Pozwoli to Dziecku powoli przystosować swój system trawienny do życia poza brzuchem Mamy.

Co rozumiem przez dietę restrykcyjną – przykład menu na 1 dzień:

Na śniadanie:

Kanapki z chudą szynką, kawałek twarogu, nie więcej niż 2 plastry sera żółtego, dżem (morelowy lub porzeczkowy lub wiśniowy), chleb pszenny, niedużo masła

Drugie śniadanie:

Jogurt lub kefir

Obiad:

Zupa typu rosół (bez kapusty, liścia laurowego, cebuli, pora, kostki rosołowej) z makaronem

Kolacja:

Ryż z jabłkami (wersja light) lub leniwe z jogurtem naturalnym i cukrem

To jest oczywiście przykład. Zasadą jest to, by nie smażyć i nie piec! Oto lista moich propozycji dań obiadowo-kolacyjnych na ten pierwszy miesiąc:

Makaron z pulpetami gotowanymi w sosie pomidorowym

Makaron z twarogiem i cukrem

Makaron lub gnocchi ze szpinakiem

Makaron z oliwą z oliwek, pomidorami i selerem naciowym

Gotowane mięso z sosem koperkowym i puree ziemniaczana

Gotowane mięso w sosie własnym, marchewka gotowana i puree ziemniaczana

Potrawka cielęca lub z kurczaka z puree ziemniaczaną

Ryba na parze z sosem koperkowym z ciemnym ryżem

Ryba na parze z sosem z kopru włoskiego z ciemnym ryżem

Kasza manna na mleku

Zupa pomidorowa

Zupa z dyni

Zupa ziemniaczana

Zupa typu krupnik z kaszą jaglaną

Zupa koperkowa

Do zup polecam lane kluski lub makaron jajeczny

Rolada z dżemem

Babka piaskowa

Od drugiego tygodnia można wprowadzać surowiznę:

Tarte jabłka z cukrem

Tarta marchewka

Od drugiego miesiąca już można jeść mięsa duszony i pieczone, więc będę polecała takie rzeczy jak:

Schab z majerankiem i jabłkami zapiekane w rękawie i kopytka

W miarę chude żeberka z dżemem morelowym zapiekane w rękawie, brokuły na parze i puree ziemniaczaną

Polędwiczki z dynią i marchewką zapiekane w rękawie i puree ziemniaczaną

Carpaccio z buraków i gruszki

Tarta brokułowa

Łosoś w cieście z ryżem

Słodkie rogaliki z wiśniami lub dżemem wiśniowym

Ciasto z jabłkami i cukrem brązowym (bez cynamonu)

I wiele innych, które zostawiam na później, żeby Wam nie wypisywać od razu wszystkiego….

 

Wydaje mi się, że takim menu dajemy szansę Dziecku, by przywykło do zwyczajów żywieniowych rodziny. Oczywiście, jeżeli ktoś będzie chciał iść na całego od samego początku, to oczywiście jego sprawa. Ewentualnie przemyśli sprawę raz jeszcze jak dziecko będzie się męczyło i płakało, bo brzuszek boli… Są to w każdym razie zalecenia, sprawdzone przeze mnie i moje Maleństwo, które jak dotąd zdały egzamin.

Przepisy na w/w propozycje dań będę pisała w najbliższej przyszłości.

Tarta brokułowa light

A propos tarty brokułowej…zrobiłam ją w wersji light tak, by nie była zbyt ciężko strawna ani dla mnie ani dla dziecka i de facto wygląda to tak:

1 duża główka brokuła

1 pomidor

2 jajka

szklanka śmietany 18%

½ szklanki mleka

trochę majeranku

sól, (pieprz)

mrożone ciasto francuskie albo ciasto do pizzy (będzie lżejsze)

Brokuła należy podgotować około 8minut. Przez ten czas rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. W misce mieszamy jajka, śmietanę, mleko i przyprawy. Wykładamy formę ciastem, wrzucamy brokuła i pomidor w kawałkach i zalewamy zawartością miski. Wstawiamy do piekarnika aż ciasto będzie złote a sos zetnie się i przyrumieni się (trwa to około 30-40mintu w zależności od piekarnika).

Jeżeli chcemy zrobić wersję mniej light, do sosu dodajemy 150g tartego żółtego sera, dajemy 1 ½ szklanki śmietany bez mleka i 3 jajka zamiast 2. Dla tych, którzy by chcieli wersję niewegetariańską, to można dodać boczek wędzony drobno pokrojony i lekko podsmażony.


Smacznego!

piątek, 27 listopada 2009
A to właśnie się upiekło

Więc zmykam jeść... a jutro napisze jak przygotować tartę brokułową...

 

tarta brokułowa

17:01, ninalalala
Link Dodaj komentarz »
Ryba na parze z sosem z kopru włoskiego.

1 porcja to:

1 ryba biała, najlepiej morska, polecam Tilapie – ma bardzo delikatny smak

1 koper włoski zwany też fenkułem

2 łyżki śmietany

1 plaster żółtego sera – najlepiej Goudy

sól, pieprz


Do tego dania skorzystamy z koszyczka do gotowania na parze, można znaleźć dwupiętrowe, średniej wielkości np. w sklepach z żywnością orientalną za niecałe 30zł.

Zaczynamy od krojenia kopru włoskiego na cienkie plastry (max 5mm) i wrzucamy je na 1 piętro koszyczka. Solimy i stawiamy na garnek z gotującą się wodą. Po 5 minutach ustawiamy piętro wyżej rybę ze szczyptą soli i pieprzu. Po kilku minutach sprawdzamy rybę. Ważne jest, by ryba była jeszcze lśniąca a już miękka. Można spróbować wbić widelec, jeżeli gładko wchodzi, to jest ryba dobra. Wtedy też będzie gotowy koper włoski. Zdejmujemy z ognia pozostawiając rybę pod przykryciem, by nie stygła. Szybko wrzucamy ugotowany koper do małego garnka, dodajemy śmietanę, kawałki żółtego sera i czekamy aż się roztopi. Solimy, pieprzymy i już! Układamy następnie na talerzu rybkę i polewamy ją sosem z kopru włoskiego. Do tego ja preferuję biały ryż albo basmati ale myślę, że puree ziemniaczana też będzie pasowała.

Smacznego!


Zaletą tego dania, poza jego walorami smakowymi jest to, że koper włoski bardzo dobrze wpływa na trawienie dziecka. Więc wszystkie brzuszki są szczęśliwe!

 

koszyk

czwartek, 26 listopada 2009
Zupa z dyni

No i jeszcze przepis… zgodnie z prośbą, na zupę z dyni!

Najpierw tylko jeszcze krótko o tym, że podczas całego okresu karmienia, warto mieć zawsze albo prawie zawsze pod ręką wywar. Jako podstawa do zup, dodaje im smaku i też wtedy nie korzystamy z kostek rosołowych przepełnionych solą i innymi dodatkami, które lepiej omijać tak samo podczas karmienia Dziecka jak i w ogóle. Zapewniam Wam, że zupa na wywarze jest o niebo i jeszcze trochę lepsza od zupy na kostce. Oczywiście w naszym przypadku będzie to rosołek z: mięsa (cielęciny, najlepiej gicz albo kury), marchewki, pietruszki i selera, odrobiny soli i pieprzu (jeżeli nie musicie, to nie dodawajcie pieprzu). Zapewniam, że mimo braku dużej ilości składników z prawdziwego rosołu, to wywar ten jest bardzo smaczny!

Przechodzę, więc do meritum:

Potrzebne nam jest:

1,5 kg Dyni

2 marchewki

kilka listków świeżej pietruszki

kilka listków naci selera

5-6 chochelek wywaru (resztę uzupełnimy wodą)

łyżeczka oleju z pestek dyni

2 łyżki mleka

płaska łyżeczka cukru

sól (i pieprz)

 

Dynię i marchewki kroimy w kostkę. Listki pietruszki i naci selera grubo siekamy. Całość wrzucamy do garnka, zalewamy wywarem i uzupełniamy wodą na 1 centymetr nad składniki. Dodajemy cukier, sól (i pieprz) i gotujemy aż dynia zrobi się miękka (miękka oznacza, że możemy ją rozdziabdziać widelcem). Odstawiamy wtedy garnek i tłuczkiem robimy z naszych składników tak zwany potage, czyli taką gęstą maź (lepiej jest nie robić zbyt gładkiej puree a zostawić drobny kawałki dyni i marchewki). Wstawiamy z powrotem na bardzo mały gaz, dodajemy mleko i olej. Uwaga z olejem z pestek z dyni, bo ma naprawdę bardzo intensywny smak i można łatwo przedobrzyć. Chwilkę jeszcze niech pobulgocze i można podawać…gorące oczywiście!

Jak widać, przepis jest bardzo prosty. Najistotniejszy w nim jest olej z pestek z dyni, bo dodaje niepowtarzalny orzeszkowy smak, który całkowicie zastępuje brak imbiru, czosnku i innych składników, które zazwyczaj dodaje się do zupy z dyni.

Smacznego!

zupa z dyni

17:05, ninalalala
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2